niedziela, 27 listopada 2011

w listopadzie czekamy na deszcz...

Już kończy się listopad a dopiero pierwszy raz spadł deszcz, ale też nie za dużo,wszyscy czekają na opady, kiedyś to listopad był jednym wielkim deszczem a tu nic nie ma aż do dzisiaj.Podobno studnie wysychają w górach więc to nie są żarty. Widać ,że klimat się ociepla, a grudzień ma być bez śniegu więc trzeba będzie pojechać gdzieś i go poszukać.Ostatnie zimy były w Warszawie śnieżne i to było piękne chociaż niepraktyczne bo były dnie gdzie jeździć się nie dało nie mówiąc ,że takie były zaspy,że parkować też się nie dało bo koła buksowały.Ale zaśnieżony Trakt Królewski z pięknymi świątecznymi świecącymi ozdobami był wspaniały a jak będzie tej zimy ?

Przeleciały Zaduszki,Święto Niepodległości, które czujnie spędziłam w Jeleniej Górze zamiast w Warszawie, będąc w Dreźnie dziwiłam się ,że tam już kiermasz świąteczne się szykują a tu i u nas zaraz Święta, został już niecały miesiąc a przed nami czas kupowania prezentów i szykowania świąt, magiczny czas :) .Lubie w święta obłożyć się kolorowymi magazynami , owinąć się w ciepły kocyk i posiedzieć pod choinką i sobie poczytać.Już kupiłam Dobre Wnętrze z artykułem o Palazzo w Toskani ale nie wytrzymałam i przeczytałam od razu , a jakie zdjęcia piękne , w świąteczny czas jeszcze raz wrócę do tego artykułu i sobie pomarzę ale się sama na taką decyzję się nie odważę.

niedziela, 16 października 2011

wszystko po mału dobiega końca...

W sobotę byłam na ostatnim filmie festiwalowym- Człowiek,który tańczy-w reżyserii Sergio Ainsensteina oraz Pablo Pinora.Opowieść o odchodzącym pokoleniu tancerzy tanga milonga, film pokazuje z perspektywy tancerza jak zmieniły się czasy i robi się pustka po starym pokoleniu, która nie ma swoich następców .Są tancerze tanga ale to już nie to bo junta wojskowa zakazała tańczyć i zrobiła się pustka między pokoleniami a główny bohater Hector Mayoral największy tancerz tanga wszechczasów u schyłku życia odczuwa niepokój.Czuje się zagubiony we współczesnym Buenos Aires a był gwiazdą ,stare filmy z jego udziałem jak tańczył są pełne pasji, ekspresji i aż szkoda ,że ich nie było więcej.
Na koniec projekcji znowu rozmowa z reżyserami , tym razem po hiszpańsku, oczywiście było tłumaczona ale miło wyłapywać znajome słowa.
Dzisiaj ogłosili wyniki festiwalu ale moje projekcje nie wygrały ale i tak warto było je zobaczyć , poza jednym filmem a na resztę trzeba pójść do kina jak się pokażą.
Festiwal się skończył a ja zakończyłam sezon działkowy.Lubię jesienią wyjechać poza Warszawę i napawać się widokiem kolorowych lasów i zagajników.
Na działce sąsiadka opatuliła krzewy na zimę


a ja znalazłam jeszcze małego muchomora i piękne promienie słoneczne przebijające się przez gałęzie w dymie palonych liści.

czwartek, 13 października 2011

chodzę wytrwale....

Chodzę codziennie na jeden film , we wtorek byłam na filmie o legendarnym argentyńskim śpiewaku Godoyu ale tak wyreżyserowanym przez Bernie Ijdis z Holandii,że z 70 minut filmu to może 10 było jego śpiewania a reszta w ciszy codzienne czynności .Ta cisza mnie wykończyła i nie takiego obrazu się spodziewałam.Gdy śpiewał po pół godzinnej jeździe w ciszy gdzie tylko była pokazana twarz ja po prostu zasypiałam.

Co innego wczoraj -" Uderz we mnie muzyką 'to dancehall z Jamajki, jego czołowych piosenkarzy wywodzących się z getta.Pięknie pokazane sceny z ulicy, koncertów,z życia współczesnego społeczeństwa Jamajki.A do tego wspaniała rytmiczna muzyka.

Dzisiaj "Męska historia " w reżyserii Varona Bonicos , to film o guru mody męskiej Ozwaldzie Boatenga.Reżyser kręcił film przez 12 lat pokazując początki kariery czarnoskórego projektanta, który w tym czasie wspiął się na sam szczyt w branży modowej.Postać projektanta i jego pokazy są fascynujące a film zrobiony bardzo ciekawie.I znowu trafiłam na wersję angielską a do tego po projekcji spotkanie z reżyserem.Gdy padło pytanie czy Ozwald nie chce otorzyć sklepu w Warszawie , Varon po prostu zadzwonił do Ozwalda i takie pytanie zadała wprost dziewczyna z widowni i jeszcze go zaprosiła aby przyjechał na Fashion Week do Łodzi , fajnie co ....

poniedziałek, 10 października 2011

dalszy ciąg WFF

dzisiaj miałam dwa w jednym, czyli naukę angielskiego i film o Paulu Liebrandt-kucharzu, cudownym dziecku a to dlatego ,że film był tylko w wersji angielskiej.Nieźle musiałam się skupiać aby wyłapać niuansiki i smaczki filmu. Filmowo wspaniale się prezentowały potrawy w jego wykonaniu. Ale to cudowne dziecko w NY miało wzloty i upadki, czyli było bezrobotne.Ale talent i ciężka praca wygrały i dokument kręcony przez 10 lat jego zmagań pięknie to oddaje.Na deser był Paul we własnej osobie , wraz z Sally Rowe- reżyserką filmu i powiedział,że smakuje mu żurek nasz polski !Może będzie go serwował w swojej knajpie Corton w NY ?

niedziela, 9 października 2011

WFF

Warsaw Film Festival rozpoczął się w piątek , ale ja kończyłam III dni tańca w Teatrze Wielkim spektaklem Roberta Bodnara "Persona".Jest to tegoroczna premiera młodego choreografa Baletu Narodowego.Sztuka nowoczesna do muzyki Arvo Parta, Pawła Szymańskiego i Aldony Nawrockiej.Miejscami zbyt ostra , ale to tylko to mi przeszkadzało w oglądaniu tego wspaniałego spektaklu.Scena z wanną bardzo ciekawa a duet głównych tancerzy wspaniały.

Wczoraj rozpoczęłam WFF pięknym filmem o Michelu Petruccianim.Że był rewelacyjnym pianistą jazzowym a do tego z genetyczną chorobą kości czyniącą go karłem można przeczytać w internecie a film pokazuje jak pomimo kalectwa rozwinął swój talent ciężką pracą pokonując fizyczną ułomność i który miał niezaspokojony apetyt na życie,sztukę,podróże,kobiety.Reżyser Michael Radfort stworzył ciepły portret niezwykłego pianisty i kompozytora.

Dzisiaj po obiedzie "wyborczym " bo dzieci przyjechały na głosowanie, miałam 3 filmy "geriatryczne ".Najbardziej mi się podobał pierwszy "Tyle ile mam lat" o starym aktorze , który zastanawia się dlaczego stary to ktoś gorszy,niewidoczny i obala konwenanse dotyczące zachowania ludzi w podeszłym wieku malują graffiti na ścianie jako protest.
Komiczna polemika aktora Dudleya Suttona to mieszanka dokumentu, dramatu animacji humoreski i poezji.

Drugi film to "Rozkołysani seniorzy " jak Anna Halprin, 85 letnia tancerka i pionierka tańca post modernistycznego zaprasza pensjonariuszy domów starców do wspólnego tańczenia.Portrety seniorów są niezwykle wzruszające a ich chęć zrobienia jeszcze czegoś pomimo wieku, niedołężności jest wspaniała.

"Na przekór wszystkiemu" to film o duchowym Guru, orędowniku pokoju - Sri Chinmoy, który mając 53 lata zaczął podnosić ciężary a jego siła płynęła z jego duchowości i koncentracji.Potrafił podnieść samochód ważący ponad 1 tonę .

Przy wyjściu rozdawano zaproszenia na koncert 8 listopada do jego muzyki.Bo był wielkim człowiekiem

Po dawce kulturalnych wrażeń wróciłam na prawdziwy wieczór wyborczy w TVN ale to zostawiam bez komentarza, każdy ma swoje własne przemyślenia.

sobota, 1 października 2011

powroty...

Czasami wracamy w to samo miejsce aby doznać ponownie tych samych wrażeń, ale to się często nie udaje, ta jedna chwila , która była ulatuje bezpowrotnie.
Ja dzisiaj wróciłam do Empiku nie po to aby sprawdzić czy Dom w Toskanii jest w sprzedaży ale aby kupić bilety na Warszawski Festiwal Filmowy, tym razem miałam aparat fotograficzny bo chciałam utrwalić ten powalający widok z wczoraj ale on był wczoraj a dziś ani śladu, myślałam,może pół godziny za wcześnie jestem,słońce jakoś inaczej zachodzi, Pałac pomału się rozświetlał i wszystko było nie tak.
Na szczęście bilety kupiłam i już się cieszę na Festiwal filmowy, codziennie coś innego i tak przez cały tydzień jak za dawnych studenckich lat...
PS na półce znalazłam 1 książkę Anity , stała wciśnięta bokiem gdzieś głęboko, poprawiłam ją ,żeby było widać ,że jest w sprzedaży i dumna wróciłam do domu do czytania kolejnych rozdziałów.

piątek, 30 września 2011

Dom w Toskanii

Kupiłam ! kupiłam książkę a to już dużo bo od lat staram się nie kupować książek bo nie mam ich gdzie pomieścić.Czytam książki pożyczone z biblioteki lub od znajomych.Dzisiaj zrobiłam wyjątek a dla jakiej książki ? dla książki Anity Stojałowskiej- Dom w Toskanii !! a dlaczego ? bo po przeczytaniu od deski do deski bloga jestem pod wrażeniem języka przekazu oraz pasji autorki !! Tak , tak jakbym była zaczarowana tą blogową opowieścią.Musiałam 2 lata bloga nadrobić aby być na bieżąco ale teksty są zachwycające już nie wspomnę o wyczarowanym miejscu.Teraz zaglądam tam codziennie ale jak się robi inne rzeczy to nie da się pisać codziennie na blogu, więc kupiłam książkę,z rozkoszą przeczytam i kiedyś pojadę po autograf do autorki :)
Jak przeczytałam opis granatów z 25 grudnia to od razu z sentymentem popatrzyłam na kupiona dynię,okrąglutką,błyszczącą i cudownie pomarańczową, obfotografowałam ją


a potem nagotowałam pysznej zupy krem z imbirem i nawet mnie nie wkurzał pryskający dżem aroniowy po całej kuchni .
A wracając do książki to była ostatnia na półce w największym i najstarszym Empiku w Warszawie w Domach Centrum. Dumna z zakupu wyszłam na ulicę z książką pod pachą i zobaczyłam piękną panoramę Warszawy z fioletowym Pałacem Kultury w zachodzącym słońcu.Szkoda tylko,że nie mogłam tego widoku utrwalić w kadrze ale za to jutro jest sobota i siądę w fotelu z dobrą kawą i pojadę do Toskanii z Anitą.

poniedziałek, 26 września 2011

Reika Body Expression

tego się nie spodziewałam ,że tak miło spędzę niedzielny wieczór.W małej Sali Kameralnej Teatru Wielkiego występy miał zespół Reika Body Expression- taneczny zespół z Japonii.Przez 2 godziny przeniosłam się do Japonii, piękne kostiumy - od kimona,samurajskich stroi po zwiewne tuniki,balet łączył się z japońskim tańcem.Tańczyło całe ciało ale ruch rąk był powalający.Do tego doszły maski , w wachlarze,świecące lampki i miecze.Taniec w sieci był bardzo wymowny i poruszający.

piątek, 23 września 2011

jesień za oknem

dzisiaj się zaczyna kolejna jesień, na szczęście nie jesień mojego życia, bo ja się nie daję !!! ale zbliża się czas Uniwersytetu Trzeciego Wieku i to dosłownie bo inauguracja na SGH rozpoczyna się 5 października a więc czas zacząć uczyć się języków a ja mam się czego uczyć bo w ubiegłym roku zapisałam się na ...japoński...Siedzę i powtarzam "ano onna no hito ha dare no tsuma desu ka " czyli ta kobieta czyja to żona albo "takai hon ha watashi no tsukue no ue ni arimasu " - droga książka jest na moim biurku, nie jest łatwo gdy pamięć jest leniwa i zapominam podstawowe rzeczy, miejsca już o datach nie wspomnę ale mówią ,że trzeba ćwiczyć więc ćwiczę.Za hiszpański się jeszcze nie zabrałam ale tu mi powinno pójść łatwiej bo zawsze z czymś można skojarzyć jakieś słówko i już jest dobrze.Muszę się w weekend wybrać na jesienną sesję zdjęciową w plener bo jest cudnie jak drzewa się robią takie kolorowe. Jak coś zrobię ciekawego to oczywiście pokażę :)

środa, 21 września 2011

Ja sie ucze wstawiać linki , ha , ha ,ha a mam super nauczyciela i już będe umiala i proszę zagladnąć na mazowiecka wieś.

poranny sms

Dzisiaj rano dostałam sms-a od koleżanki "od 1/10/11 jestem bezrobotna i szukam pracy a do tego mój lokator się wyprowadził , jestem zdołowana , pa B. " Bardzo mnie poruszył ten sms , bo ile jest takich osób , które na nędznej emeryturze próbują sobie jakoś radzić dorabianiem , wynajęciem pokoju a jak to się kończy łapią doła.A do tego zbliża się jesień, czas nostalgii, braku słońca i jak nie musisz to siedzisz w domu i znowu łapiesz doła.Myślę ,że jedyny ratunek to wyjść do ludzi, nawet być z nimi bez dodatkowego zarobku aby tylko nie dać się tej podstępnej chorobie jak samotność.
Nie jest łatwo wiem, znam taki przypadek,że renta nie wystarczała nawet na kupno biletu na autobus i osoba się poruszała tylko w zasięgu dojścia pieszo do różnych miejsc.Ale się udało , znalazła wykładu na Uniwersytecie Trzeciego Wieku, potem zajęcia w instytucji pozarządowej dla osób starszych a potem sama zaczęła tam pracować charytatywnie aż tyle się nauczyła ,że sama uczy innych a za prowadzone kursy dostaje wynagrodzenie. Ale na to trzeba czasu i ochoty i tego życzę mojej koleżance aby Jej się też tak udało.

wtorek, 20 września 2011

Poznań po Św.Marcine 2007

poniedziałek, 26 listopada 2007

Jesienny Poznań

Kolejny wypad był już dawno zaplanowany do Poznania na Świętego Marcina.Jak świętować to tylko w Poznaniu, ale zakaz handlu 11 listopada odwiódł mnie od tego zamiaru , bo chciałam odwiedzić również Stary Browar.Poznańska rodzina Agata i Wojtek nie chcieli abym odkładała przyjazd aż do wiosny , więc tydzień po Św. Marcinie bladym świtem wyruszam do Poznania.
Za okanmi pociągu na równinach Wielkopolski bajeczny mglisty krajobraz,przecinany rozwichrzonymi miedzami,laskami z gołymi drzewami i gdzie niegdzie majaczącymi rudymi modrzewiami.Miejscami całe połacie siwej kapusty we mgle.
A w Poznaniu witają mnie A. i W. i porywaja mnie do przeuroczego mieszkanka, pełnego czaru i artystycznego klimatu.





Tu nie przeszkadza ,że peruka różowa notabene, leży koło niebieskiego ptaszka i srebrnych balerinek.




Na szafie siedzi biały ludek i patrzy z góry na nas.Koń na biegunach zatrzymał się w czasie i jest przeszkadza, chociaż mała Magda już jest duża.A pod ścianą na białej podłodze siedzi sobie brązowy renifer.To klimat tego domu zatrzymujący czas przeszły ale również tu się tworzy cały czas nowe rzeczy z tych zapomnianych.







W. w kuchni przyrządza pyszną kawę. A potem lecimy do Browaru ogladnąć House -prezentację video fińskiej artystki Athili.









Sam Stary Browar to cegła, metal i przepiękna konstrukcja łącząca stare z nowym.



































Ale również cudowne miejsce nie tylko na zakupy , gdzie iskrzące się światła pozwalają zapomnieć o ponurej jesieni ale również miejsce spotkań i wydarzeń artystycznych.
Pokazanie projekcji Athili to tak jak by się wyrwać do zupełnie innego świata- zadumy i magii .












Część stara Browaru jest zachowana i wspaniale łączy się nowoczesnym dachem.























Na pamiątkę pobytu zrobiłam sobie zdjęcie pod rzeźbą na Dziedzińcu Sztuki.

Warszawa pożeganie lata 2007

Czy dzisiaj bym napisała takiego bloga ? nie wiem ...

czwartek, 11 października 2007

Pożegnanie lata

Kolejny weekend zamiast gdzieś wyjechać spędziłam w Warszawie na Nowym Świecie.Miałam odwiedzić stoisko promujące wystawę 70 lat Rajdu Tatrzańskiego a okazało się ,że ta wystawa odbywa się w ramach zamknięcia sezonu motocyklowego. Takiej ilości motorów jeszcze nie widziałam w Warszawie.Wszystkie wyczyszczone, błyszczące a kierowcy w odświętnie ubrani i do tego każdy w swoim stylu do posiadanego motoru.
Ciekawostką stoiska Automobilisty była rzeźba rajdowego motocyklisty wykonana przez mojego brata Piotra z części motocyklowych. Chyba najczęściej fotografowany obiekt na tym zlocie. Piotr przywiózł kilka starych motorów na wystawę , między innymi WSK,Bulltaco,Hondę , hiszpańską Ossę Był też wystawiony rajdowy skuter - polska Osa, której konstruktorem był między innymi Zbigniew Kulczyński a startował na niej również Ferdynand Kupski.Impreza była 2 dniowa a w niedzielę o 12.30 ruszył objazd wszystkich motorów po ulicach Warszawy.
Na zlocie była też grupa ociemniałych chłopców , którzy zapoznawali się z konstrukcją skuteru Osa.Było to dla mnie wzruszające doświadczenie.
Po południu pojechałam z Piotrem do Mistrza Rajdu Tatrzańskiego z lat 50-tych , gdzie oglądaliśmy stare fotografie i słuchaliśmy opowieści z tamtych lat.Najciekawsze było zobaczeć przepięknie odrestaurowane stare motory przez p.Ferdynanda , Sokoła, Victorię i przeuroczą Osę.

Wyprawa do Drohiczyna 2007

Marzy mi się aby tą wyprawę powtórzyć ale zawsze coś staje na przeszkodzie, było bajkowo i magicznie oraz energetycznie ...


wtorek 14 sierpnia 2007

Kamieńczyk-Drohiczyn-Ostrożany

Samochód pełen zakupów i czekam na pociąg z Krakowa aby z serdeczną przyjaciółką z Krakowa wypaść na parę dni na działkę do Chętnikowa a właściwie do Kamieńczyka. Mamy tylko parę dni na ten wypad a Mana jeszcze nie była na działce, a teraz już jest na środku działki pod modrzewiem choć jeszcze nie do końca wierzy ,że jednak dotarła w te nadburzańskie lasy.


Zanim dotrzemy nad Bug napierw zwiedzamy okolice Liwca , gdzie nawet można było spotkać jeźdźców na koniach jadących po mazowieckich łąkach.


W niedzielę odwiedzamy Kamieńczyk , a tam niespodzianka - Odpust i kolorowe stragany















pierścionkami, koralami i balonami.
Potem spacer po lesie dla zdrowia i nawet 2 grzyby udało się znaleźć. A w poniedziałek wyruszamy na upragnioną wyprawę do Drohiczyna. Coż za spokój nas tam zastał.













Miasteczko jak ze snu.Ludzie jakby się gdzieś pochowali i tylko paru turystów , którzy popłynęli po Bugu stateczkiem. A widok z niego wprost niebotyczny od zarośnietych brzegów odbijających się w tafli wody do zespołu katedralnego na wzgórzu.































Po przejażdżce , wizyta w muzem diecezjalnym a tam piękne zbiory i perełka , rzeżba Maryji Bolesnej o wyglądzie polskiej chłopki, cudo...





















Już tak uduchowione po uczcie dla ciała w pensjonacie Irena wyruszamy na kolejne podboje duchowe tym razem do Sanktuarium Maryjnego w Ostrożanach. Wita nas piękny kościólek drewniany i na szczęście jedne drzwi są otwarte i udaje się nam wejść do środka, chociaż cudowny obraz Maryji nie jest umieszczony w ołtarzu głównym to i tak uznajemy to za wielki sukces, że kościół odwiedziłyśmy. Przyrzekamy sobie jeszcze raz tu przyjechać aby zobaczyć wnętrze w całej krasie.














W drodze powrotnej pola po żniwach przypominaja krajobraz Toskanii



























a w Starej Wsi spotykamy zespół pałacowy.









Na pożegnanie jeszcze jedna wyprawa do lasu i tam hartowanie stóp na mokrych od rosy dywanach z mchu i obietnica ,że jeszcze tu razem przyjedziemy aby podziwiać urocze krajobrazy , miasteczka, kościoły.

W Świętokrzyskie wyprawa 20/08/2007

ten post jest szczególnie cenny bo zaginęły mi zdjęcia z tej wyprawy, gdzieś chyba ze spalonym dyskiem uleciały a CD nie mogę znaleźć

Wróciłam tutaj po paru latach i też była sikorka, którą kupiłam na prezent koleżance z Australii

poniedziałek, 20 sierpnia 2007

Wióry-Ćmielów-Kałków/Godów-Ujazd

Ten wyjazd był zupełnie nie zaplanowany, Celinka dała hasło , jestem na wakacjach -przyjeżdżaj. I co robi Danusia ? oczywiście jedzie :) Na Ziemii Kieleckiej dawno mnie nie było.
Chociaż deszcz padał wybrałam się w nieznane.Wióry to nawet nie wioska tylko zbiornik wodny na Pokrzywiance ( nigdy o takiej rzece nie słyszałam ) koło Ostrowca Świętokrzyskiego.











Samo mieszkanko zupełne cacko, Celinka wie gdzie mnie zapraszać:)
a jaki widok na zbiornik wodny











Zaraz zmieniamy samochód i Celinka zabiera mnie na wycieczke do Ćmielowa aby zwiedzić Muzeum Porcelany.Nie wiedziałam, że zakłady porcelany w Ćmielowie zostały podzielone i część z produkcją głównie figurek przeszła w ręce prywatne ( Adam Spała jest właścicielem i nas oprowadzał po Muzeum).











Ładnie zaaranżowana sala wystawowa ze skatalogowanymi wzorami do kupienia( każda figurka ma swój certyfikat , które zostaje wydany przy zakupie ).











Samo Muzeum jest nieduże ale nazwane jako żywe bo można za opłatą 300 PLN samemu uczstniczyć w produkcji figurki!! Aż tak nie poszalałyśmy , natomiast po zakończeniu wybrałam sobie do kupienia śliczną sikoreczkę ,projekt autorstwa M.Naruszewicza z 1960 roku.











Z Ćmielowa jedziemy prosto do Krzemionek Opatowskich , gdzie można zwiedzać kopalnię krzemienia pasiatego, oj te wisiorki to są są dopiero piękne ale wcale nie jest łatwo wybrać najładnieszy bo ich jest dużo a każdy inny i piękny.
W kopanii zdjęć nie robiłam , bo tam są trudne warunki oświetleniowe a i też trzeba zapłacić za robienie zdjęć ( chytrość mnie zgubiła i tylko mam szybu zdjęcie )
Świętą niedzielę rozpoczynamy od mszy w Sanktuarium Maryjnym w miejscowości Godów -Kałków.
Do tego miejsca pielgrzymują osoby głucho-nieme a msza święta jest tłumaczona na język migowy co było dla mnie miłą niespodzianką.
Potem krętemi pustymi drogami dojechałyśmy do miejscowości Ujazd, gdzie na wzgórzu królował zamek Krzyżtopór.Budowla olbrzymia, malowniczo położona i całkiem nieźle zachowana ( prace zabezpieczajace w toku) . Budowla oparta na rzucie pięciokata z dwoma dziedzińcami oraz z 4 wieżami jak liczba pór roku, 12 salami balowymi jak liczba miesięcy, z 52 pomieszczeniami gościnno-gospodarczymi jak liczba tygodni oraz z 365 oknami jaki liczba dni w roku. W roku przestępnym odsłaniano dodatkowe okno.
Chodzenie po korytarzach , salach i krużgankach zajęło nam sporo czasu ale warto było ,żeby mieć parę ładnych zdjęć.
Zajechałyśmy jeszcze do Opatowa, gdzie zwiedziłyśmy Koliegiatę św. Marcina i chciałyśmy potem coś zjeść ale po szleństwie ślubów w sobotę 07-07-2007 , restauracje nie były w stanie nas obsłużyć , więc coś po drodze przekąsiłyśmy nie zwiedzając wszystkiego i pora była juz wracać do Warszawy.